TELEFON i FAX DO NASZEJ KSIĘGARNI
227580359 (+48227580359)

Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 - zapomniany appeasement

Wysyłka 14 dni roboczych
Cena 40,00
Twitter Google+ LinkedIn Wykop
Andrzej Nowak

Pierwsza zdrada zachodu. 1920 - zapomniany appeasement, Kraków 2015, ss. 606.

Recenzja: Jacek Goclon (Wrocław 2017).

Wojna z bolszewicką Rosją w 1920 roku uzyskała już obszerną literaturę. Nieznane szerzej są natomiast aspekty międzynarodowe tego militarnego konfliktu, a szczególnie stosunek zwycięskich mocarstw zachodnich (w I wojnie światowej) i rządów krajów sąsiednich - wobec walczącej Rzeczysposplitej z nacierającą Armią Czerwoną, prącą bezwględnie do podboju Polski i Europy.

Kolejna monografia autorstwa znanego historyka Andrzeja Nowaka o postawie Zachodu wobec samotnie walczącej armii polskiej, jest znaczącym uzupełnieniem tej problematyki.

Nowatorstwem tego obszernego opracowania jest ukazanie omawianej problematyki w oparciu o bogate archiwalia Wielkiej Brytanii (Londyn, Edynburg, Cambridge, Oxford), Stanów Zjednoczonych Ameryki (Nowy Jork i Waszyngton), Rosji (Moskwa), Szwajcarii (Rapperswil) i Polski (Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu). Poza tym obszerną podstawę stanowią publikowane zbiory dokumentów i źródla drukowane, a także artykuły prasowe oraz opracowania.

Autor zastosował strukturę podziału całości na cztery części, z których każda dzieli się na mniejsze podrozdziały. Monografia zawiera także wykaz archiwaliów, bibliografię, żródła ikonografii oraz indeks nazwisk.

Część pierwsza zawiera opis planów ukształtowania powojennej Europy przez zwycięskie mocarstwa zachodnie, szczególnie regionu środkowo-europejskiego, po rozpadzie Austro-Węgier. Najbardziej cenną w tej części monografii jest analiza postaw czołowych polityków zachodnich wobec hipotetycznej "białej" Rosji (jakby to miało być pewne, że kiedykolwiek powróci), aby tylko nie została zbytnio pomniejszona na rzecz mniejszych narodów. Po prostu władzę bolszewicką traktowano jako system zupełnie przejsciowy, który rychło zawali się i nadal na wschodzie Europy, to Rosja będzie przeciwwagą dla zagrożenia agresją ze strony Niemiec. Niestety najbardziej taka postawa cechowała prezydenta USA Wodroowa Wilsona, który traktował Rosję, jak wielkiego sojusznika z czasów I wojny światowej, a który teraz wymagał pomocy, traktował również jako wielkiego producenta żywności, co miało mieć wprost kluczowe znaczenie dla gospodarki świata oraz jako gigantyczny rynek zbytu dla amerykańskich towarów, szczególnie po zniszczeniach wojennych we wschodniej Europie.

Wyjątkowo celnie Autor stwierdził, iż "Wilson był przekonany, że bolszewizm pokona się się nie siłą militarną, ale poprzez odbudowę ekonomiczną i moralną, której beneficjentem powinien być , jedyny uprawniony gospodarz (wielkiej) Rosji. Z góry należy więc uznać - wg Wilsona - każdą interwencję zewnętrzną za skazaną na fiasko. Tylko sami Rosjanie mogą odrzucić bolszewizm. Należy dać im szanse - zdaniem prezydenta USA - na uspokojenie, na odnowę gospodarczą, na wymianę - a nie walkę - ze światem zewnętrznym. Wtedy bolszewicy stracą popracie. Wzrośnie ono natomiast, kiedy będą mogli występować jako obrońcy całości terytorium dawnego imperium przed roszczeniami" małych narodów pragnących oderwać się od Rosji1.

Naiwność takiego rozumowania przywódcy USA można wytłumaczyć dwojako; po pierwsze dla polityków amerykańskich zawsze pierwszoplanową rolę w amerykańskiej polityce "grał pieniądz", a po drugie - był to zupełny brak rozeznania o stopniu koszmaru życia w bolszewickiej Rosji2.

Wraz z początkiem 1920 r. Stany Zjednoczone zaczynały już odsuwać się od spraw eurpejskich; 19 marca Senat USA odmówił ratyfikowania traktatu wersalskiego, a wśród polityków amerykańskich zaczął przeważać pogląd, że każda samodzielna akcja wojskowa Polaków przyniesie tylko kłopoty. Jednak latem 1920 r., kiedy to Armia Czerwona rozpoczęła inwazję na Polskę, to poseł amerykański w Warszawie apelował do władz brytyjskich o pomoc dla samotnie walczącej Rzeczypospolitej, za to jego odpowiednik w Londynie odpowiadał usilną prośbą, aby przekonywał prezydenta USA o wyrażenie zgody na rozpoczęcie negocjacji z bolszewicką delegacją na planowanej przez brytyjskiego premiera wielkiej konferencji międzynarodowej, na której miano skorygować postanowienia zawarte w traktacie wersalskim. Tym bardziej, że od 4 sierpnia 1920 r. w Londynie przebywała już rosyjska delegacja z Lwem Kamieniewem (jednym z najwyższych dygnitarzy Rosji; właśc. nazwisko: Rozenfeld) i Leonidem Krasinem2. Premier brytyjskiego rządu Dawid Lloyd George usiłował przekonać prezydenta USA do swojej prorosyjskiej postawy i jednocześnie wyraźnie antypolskiej, pisząc (w liście z 5 sierpnia), że "Polacy są wcieleniem perwersyjnej nieudolności. To jakby próbować ratować tonącego człowieka, który robi wszystkie głupie rzeczy, których nie powinien, i nie robi nic z tego, o co się go błaga"3, a to "błaganie" wyglądało tak, że w dniu 10 sierpnia premier Wielkiej Brytanii w angielskim parlamencie, w obecności L. Kamieniewa (w Galerii Znakomitych Gości) zaakceptował wszystkie warunki, jakie rząd W. Lenina przedstawił w swoim brutalnym dyktacie, którego przyjęcie przez władze polskie równałoby się zupełnemu skomunizowaniu Rzeczypospolitej, a zapewne w dalszej perspektywie włączeniem do bolszewickiej Rosji. Stosunek władz USA do rozstrzygnięć zawartych w traktacie wersalskim oddaje m.in. brak uznania niepodległości państw bałtyckich.

Należy przyznać, że kiedy Armia Czerwona zaciekle atakowała przedpola Warszawy, a niemieccy dokerzy odmówili rozładunku dostaw wojennych w porcie gdańskim, to jednak rządy Francji i Anglii usiłowały odblokować port, zwracając się również o pomoc do prezydenta USA, który... "z furią" odmówił wysłania nawet jednego okrętu do Gdańska. Stosunek przywódcy Stanów Zjednoczonych W. Wilsona do komunistycznych władców Kremla najlepiej oddaje list wysłany do brytyjskiego premiera (już po zakończeniu działań wojennych polsko-rosyjskich, jesienią 1920 r.), w którym wyraźnie uzasadniał swoją bierną postawę wobec rosyjskiego bolszewizmu, pisząc: Co do Rosji, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bolszewizm sam by się wypalił, gdyby go tylko zostawić w spokoju4...

Do jakiego stopnia trzeba było nie mieć nawet elementarnego rozeznania, co działo się w tym czasie w wielonarodowościowej Rosji ogarniętej szałem bolszewickiego, "czerwonego terroru" (gdzie mordowano całe kręgi zawodowe i społeczne oraz grupy etniczne) - aby nie rozumieć, że komunizm - to po prostu zło absolutne!

W części drugiej ukazano postawę premiera Wielkiej Brytanii wobec bolszewickiej Rosji i Rzeczypospolitej w czasie walk z Armią Czerwoną do połowy sierpnia 1920 roku. Był to czas, jak to Autor celnie ujął, usiłowania zawarcia z Rosją "pokoju przez handel" i rozpoczęcia negocjacji z przedstawicielami władz rosyjskich w Londynie, co jednak zburzył "pochód na Kijów" polskiej armii - w celu oderwania Ukrainy - od Rosji.

Brytyjski premier posunął się - jak podaje Autor - nawet do tego, że pomimo absurdalnych żądań kapitulacji wobec polskiech władz - rosyjskiego szefa MSZ - próbował przekonać własnych ministrów, iż alternatywą dla kontynuowania rozmów z Moskwą jest wchłonięcie Polski przez Rosję sowiecką5... Niestety dla brytyjskiego premiera "Polska mogła nawet zniknąć - jak słusznie podsumował postawę angielskiego polityka Autor - a Londyn by to przełknął, byle tylko Rosja sowiecka ograniczyła do kraju nawiślańskiego swe aptetyty rewizji geopolitycznej sytuacji w Europie"6. Dla wielu brytyjskich polityków los Rzeczypospolitej był już przesądzony.

Winston Churchill w artykule "Niebezpieczeństwo zatrucia ze wschodu" (na łamach "Evening News") uznał, że Polska była zwornikiem systemu wersalskiego i jeśli zostanie wchłonięta przez bolszewicką Rosję, to runie cały system europejski, ukształtowany w Wersalu, ale nie tylko nie wierzył, że Polacy sami mogą uratować swój kraj, ale nawet, że po tak krwawej wojnie światowej, mogłyby tego dokonać wojska mocarstw zachodnich. Ratunek dla konającej Polski widział tylko w armii... niemieckiej. Nie zdawał sobie po prostu sprawy, że rząd niemiecki skrycie wspomagał już Armię Czerwoną7, sądząc, że rząd W. Lenina nasyci się terenami należącymi do carskiej Rosji przed 1914 rokiem (tzw. kongresówką), a Niemcy odzyskają Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie. W Berlinie nie rozumiano, że rosyjskie dywizje parły już bezwględnie nie tylko do podboju samotnie walczącej Polski, ale również do podboju europejskiego kontynentu8.

Monografia jest bardzo wartościową pozycją ze względu na cytowanie wielu nieznanych lub mało znanych źródeł archiwalnych, co bardzo przybliża czytelnikom stosunek do "sprawy polskiej" polityków wielkich mocarstw, decydujących wówczas o losach europejskiego kontynentu. Jaskrawym przykładem może być przytoczenie fragmentu korespondencji szefa misji angielskiej w Polsce w 1920 r., lorda Edgara d'Abernona, który w ksiażce pt. "18 decydująca bitwa w dziejach świata" umieścił zwycięstwo w wojnie z bolszewicką Rosją, jako jedno z najważniejszych w dziejach, ale latem 1920 r. (dokładnie 9 sierpnia tegoż roku) w raporcie i korespondencji do Londynu twierdził, że jeśli nad Polakami nie umieści się "europejskich" nadzorców w wszystkich działach administracji, to nigdy nie zbudują normalnie funkcjonującego kraju, ponieważ "muszą pożyczyć rozum i stateczność"9.

Innym politykiem, którego cytuje Autor, był lord George Curzon, który z całą beztroską twierdził, że Polska jest oczywiście idealnym krajem do toczenia w nim wojen. /.../ O ile Liga Narodów nie sprawdzi się całkowicie w swoim obecnym kształcie, to można by, poprzez niewielką zmianę jej obecnego statutu, ustanowić Polskę areną do rozstrzygania konfliktów przez toczenie zastępczych walk przez wybrane oddziały ze skonfliktowanych krajów10. Czyli miał to być kraj-poligon, na którego terenie miały odbywać się swoiste europejskie "wojny-turnieje" (jak to trafnie określił Autor).

W rozmowach z francuskim prezydentem Aleksandrem Millerandem, latem 1920 r., brytyjski premier - zdaniem Autora - wyraźnie dał do zrozumienia, że uważa już Polskę za kraj dla Europy stracony i najwygodniej byłoby, aby w Warszawie wybuchła jakaś bolszewicka rewolta, a wówczas byłoby to wygodnym "usprawiedliwieniem" przed światem własnej bierności, bo to jakoby sami robotnicy polscy przejęliby władzę w swoim kraju, a Armia Czerwona nie byłaby już najeźdzcą... Dla brytyjskiego premiera uderzenie bolszewickiej Rosji na Rzeczpospolitą miało nie mieć "nic wspólnego z komunizmem"11... Jednak prezydent Francji pozostał przy stanowisku, że należy - walczącą bohatersko - Polskę wspomagać aż do końca.

Najciekawszą partią monografii jest, zdaniem samego Autora, część trzecia, gdzie usiłował dojść, w oparciu o niewykorzystane dotychczas dokumenty, do przyczyn podjęcia postawy "appeasementu" przez państwa Ententy, a szczególnie przez brytyjskiego premiera, który obok premiera Francji odegrał największą rolę w ukształtowaniu powojennej Europy i żałosnej próbie "uspakajania" bolszewickiej Rosji, kosztem mniejszych państw środkowo-wschodniej części europejskiego kontynentu. Jest to rzeczywiście bogata analiza psychologiczna motywów postaw najbardziej wpływowych polityków tamtej epoki, w kierunku ugody z nowymi władcami Moskwy.

W rodziale tym Autor przytacza życiorysy polityków - ze szczególnym uwzględnieniem epok w których wyrastali i wpływu tradycji rodzinnych domów - decydujących o polityce europejskiej w latach 1919-1920, takich jak: Arthur Balfour, Lewis Namier, Philip Keer, Maurice Hankey, George Rumbold, Dawid Lloyd George, Winston Churchill i George Curzon.

Ale pomimo przytaczania bardzo ważnych cytatów źródłowych i wysnuwania celnych wniosków, odczuwa się wrażenie, że przyjęcie takiej konstrukcji książki spowodowało pewne jej rozchwianie. Pierwsze dwa rozdziały miały zwartą i chronologiczną narrację, podczas gdy to swoiste "cofanie" się, i to kilkakrotne, do dzieciństwa i młodości wymienionych polityków (kształtowanych przy tym przez różne epoki) jednak tę wcześniejszą spójność wyraźnie rozsadza. Lepszym rozwiązaniem wydaje się umieszczenie takich wcześniejszych informacji biograficznych po prostu w przypisach i to najlepiej u dołu strony. Przypisy na końcu rozdziałów rzadko są czytane, nawet te zbiorcze na samym końcu ksiażek, co praktykuje się zresztą coraz rzadziej.

Ciekawym "polskim wątkiem" jest ukazanie roli Lewisa Namiera (wlaśc. Bersteina, urodzonego w Galicji Wschodniej, w spolszczonej żydowskiej rodzinie), sekretarza brytyjskiego premiera, na którego opiniach miał się - zdaniem Autora - opierać szef rządu D. Lloyd George w swojej antypolskiej postawie, nie tylko w czasie konferencji pokojowej w Wersalu, ale również w 1920 roku (i nawet do końca swojego życia, usprawiedliwiając wkroczenie Armii Czerwonej na Kresy wschodnie Rzeczypospolitej w 1939 roku)12.

Autor wyjątkowo trafnie ujął psychologiczny zarys - tak bardzo niechętnego Polsce - brytyjskiego premiera, który zakładał wprawdzie, że "bolszewicy, to barbarzyńcy, ale których przez handel, jak wszystkich innych barbarzyńców, można ucywilizować. Nie do poziomu brytyjskich obywateli zapewne, ale na pewno do do poziomu normalnych uczestników europejskiej wymiany gospodarczej. Brytyjski liberał (radca prawny z zawodu - J.G.) nie mógł zrozumieć, że sami bolszewicy tak tego nie widzą". /.../ Czując się "dyrygentem Europy, potrzebował coraz mniej rad, które mogłyby zmienić sposób jego myślenia. On wiedział najlepiej. Skoro coś trafiło raz do jego wyobraźni, wolał znajdować u swoich sekretarzy (jak L. Namier - J.G), doradców, ministrów wszystko to, co tej wizji odpowiadało, co ją potwierdzało. /.../ jego wizji polityki międzynarodowej była nie tylko ignorancja, lecz przede wszystkim arogancja niedouczonego brytyjskiego liberała, który w przekonaniu o słuszności swojej idei, a także o naturalnej wyższości swojego punktu widzenia nad optyką barbarzyńców spoza Wysp (Brytyjskich - J.G.), układa mapę świata, nie oglądając się na jego realne kształty. Był gotów te kształty zmienić. Ugoda z Rosją sowiecką - jak celnie podsumowuje Autor - mogła wzmocnić przekonanie o śmiałości własnej wizji. /.../ Pokój przez handel. Handel - cudzymi ziemiami i interesami - przez pokój. Z Leninem"13. Przytoczyłem ten cytat, ponieważ rzadko w polskiej literaturze historycznej można spotkać tak trafne ujęcie postaw polityków decydujących o biegu dziejów.

Cześć czwarta monografii poświęcona jest sprawom polskim i tajnym rokowaniom polsko-rosyjskim w roku 1919 poprzez swoich przedstawicieli, wyniku w których nie doszło jednak do zawarcia porozumienia, ale też Naczelny Wódz Józef Piłsudski nie zdecydował się - mimo znacznych nacisków mocarstw zachodnich - na poparcie "białych armii" carskich generałów, walczących z Armią Czerwoną, o przywrócenie ustroju państwa rosyjskiego, sprzed bolszewickiego przewrotu w 1917 r. Główną przyczyną był brak rosyjskich obietnic uznania ziem zabużańskich na rzecz niepodległego państwa polskiego, a nawet niepodległości państw Kaukazu i państw bałtyckich, a na to J. Piłsudski nie chciał się zgodzić. Nie można zapominać, że carski gen. Anton Denikin (jego matką była Polka), uznawany przez państwa Entetny za przyszłego władcę Kremla - żądał od wojsk polskich wkraczających na Kresy wschodnie, aby Polacy przejmowali te tereny wyłącznie w imieniu "białej" Rosji i na gmachach urzędów zawieszali godło z dwugłowym carskim orłem...

A co niosła Armia Czerwona Polsce i Europie? Już po podpisaniu rozejmu (12 października 1920 r.) i ustaniu działań wojennych, W. Lenin publicznie głosił, że zbolszewizowanie Polski otwierało drogę do Niemiec i oznaczało "kres całej polityki międzynarodowej, gdyż opiera się ona tylko na traktacie wersalskim, a traktat wersalski jest traktatem drapieżców i rozbójników"14.

Marsz Armii Czerwonej był śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla Polski, ale również dla całej Europy. Jeszcze kilka dni zwycięskiej ofensywy - mawiał Lenin - a nie tylko Warszawa byłaby zdobyta /.../ lecz rozbity byłby pokój wersalski15. Oczywiście rosyjscy komuniści nie tyle liczyli na podbój europejskiego kontynentu wyłącznie siłami Armii Czerwonej, bo to nie było możliwe, lecz na wzniecenie ogólnoeuropejskiej rewolty i przejmowanie władzy w poszczególnych krajach przez miejscowych komunistów wszędzie tam, gdzie dotarłyby rosyjskie dywizje. Było to bardzo realne zagrożenie w wyniszczonej wojną Europie i tym samym podatnej na radykalne hasła. Rosyjscy komuniści nieśli jedynie powszechną grabież, demoralizację całych narodów - i nieznane wówczas na taką skalę - ludobójstwo! To Polacy stanęli na drodze pochodu Armii Czerwonej i nie dopuścili do połączenia rosyjskiej rewolucji z niemiecką - ratując tym samym kontynent europejski od zalewu bolszewickiego barbarzyństwa16.

Monografia jest pozycją wyjątkową i bardzo starannie wydaną, zawierającą również mało znane fotografie z epoki, w której ważyły się losy Rzeczypospolitej. W wypadku klęski w wojnie z bolszewicką Rosją, Polska zostałaby wtrącona w otchłań komunistycznego piekła, w jego okrutnej, rosyjskiej odmianie, co spotkało inne narody i tracąc niepodległość w 1920 r. - najprawdopodobniej już by jej nie odzyskała w 1945 r. Nawet w tak bardzo okrojonej formie, jaką była PRL.

Na szczególną uwagę zasługuje styl pisarstwa Autora, nie tylko wciągający czytelnika, ale przede wszystkim bardzo odważne, stanowcze stawianie tez, opartych bardzo często o cytaty źródeł, co naturalną koleją rzeczy, jest dla czytelnika wyjątkowo przekonywujące.

Wszystko to czyni tę wartościową naukowo monografię dla zawodowych historyków - także godną polecenia szerszemu gronu czytelników.

Przypisy

1 A. Nowak, Pierwsza zdrada zachodu. 1920 - zapomniany appeasement, Kraków 2015, s. 97, 98.

2 Jednym z nielicznych polityków zachodnich, który rozumiał, co niósł bolszewizm całemu światu był minister wojny Winston Churchill, który zrozumiał, że w Rosji doszło do straszliwego kataklizmu, a potworność bolszewickiej dyktatury unaoczniło wymordowanie - na rozkaz Włodzimierza Lenina (właśc. nazwisko - Uljanow) - bez wyroku sądowego, carskiej rodziny. Późniejszy premier brytyjski (z okresu II wojny światowej) zrozumiał również, że świat ma przed sobą nowy rodzaj barbarzyństwa, obojętnego na jakiekolwiek normy prawne, obyczaje czy honor. W kwietniu 1919 r. przerażająco trafnie stwierdził: Ze wszystkich tyranii w historii bolszewicka jest najgorsza, najbardziej niszczycielska, najbardziej poniżająca, a okrucieństwa Lenina są bez porównania wstrętniejsze, bijące skalą i liczbą ofiar wszystko to, za co odpowiedzialność ponosi niemiecki cesarz. Pod rządami W. Lenina, tylko z powodu głodu, spowodowanego krachem rosyjskiej gospodarki, zmarło od stycznia 1918 r. do połowy 1920 r. ok. siedmiu milionów ludzi. Ostatnie obliczenia dowodzą, że ilość ofiar wojny domowej w Rosji przewyższyła poległych całej I wojny światowej (ok. 10 mln) i wynosiła ok. 15 mln. W. Churchill powszechnie głosił, że najbardziej strategicznym celem polityki wielkich mocarstw demokratycznego świata powinno być - póki to możliwe - zdławienie za wszelką cenę tego nowego rodzaju strasznego zła jakim jest bolszewizm, cyt. za: P. Johnson, Historia świata (od 1917 r.), Londyn 1989, s. 82. Zob. R. Stobiecki, Bolszewizm a historia: próba rekonstrukcji bolszewickiej filozofii dziejów, Łódź 1998, s. 127-140; R. Conquest. Lenin. Prawda o wodzu rewolucji, Warszawa 1993, s. 114 i n.; B. Wiliams, Lenin, Wrocław 2002, s. 121 i n.

2 Warto dodać, że po bolszewickich reprezentanów władz rosyjskich przypłynał brytyjski niszczyciel do estońskiego portu w Rewlu (dzisiaj Tallin), do tego stopnia Anglikom zależało na dojściu do porozumienia z bolszewicką Rosją, ibidem, s. 178.

3 Cyt. za: A. Nowak, op. cit., s. 102.

4 Ibidem, s. 111.

5 Ibidem, s. 175.

6 Ibidem, s. 176.

7 Należy przypomnieć, że w czasie wojny z bolszewicką Rosją, pozostawiona w osamotnieniu na Północnym Mazowszu IV Armia rosyjska została wprawdzie rozbita, lecz część żołnierzy wraz z III Korpusem Konnym Gaj-chana, dla uniknięcia polskiej niewoli, przekroczyła granicę polsko-niemiecką w Prusach Wschodnich, gdzie "krasnoarmiejcy" powinni byli zostać rozbrojeni i internowani, do czasu zakończenia działałań wojennych, zgodnie z przyjętymi normami międzynarodowymi. Obowiązuje to każde państwo neutralne. Jednak rząd niemiecki, pomimo oficjalnego ogłoszenia neutralności (20 lipca 1920 r.), pozwolił przejść przez swoje terytorium i rzekę Niemen rosyjskim żołnierzom (ok. 30 tys.) i dołączyć do bolszewickich dywizji rezerwowych, którzy od razu stanęli ponownie do wojny z Polską, P. Madajczyk, Niemcy wobec wojny polsko-radzieckiej 1920 r., (w:) Wojna polsko-radziecka 1920 roku, Warszawa 1991; B. Piotrowski, Groźba rozbioru Polski w 1920 r. Niemcy a wojna polsko-bolszewicka, "Życie i Myśl" 1990, nr 7-8. W. Petter, Niemcy i Reichswehra w wojnie polsko-sowieckiej (1919-1920), (w:) Rok 1920. Z perspektywy osiemdziesięciolecia, Warszawa 2001, red. A. Ajnenkiel, s. 255; K. Jońca, Internowanie polskich i radzieckich żołnierzy w Prusach Wschodnich podczas wojny w 1920 roku, Wrocław 1996; G. Łukomski, Współdziałanie niemiecko-bolszewickie przeciw Polsce w latach 1918-1920, "Mars" 1993, t. 1, s. 35-46; M. Pirko, Z dziejów współpracy Armii Czerwonej z Reichswehrą w latach 1920-1933, "Wojskowy Przegląd Historyczny" 1992, nr 2, s. 41-61.

8 Należy również przypomnieć mało znany fakt, że już od maja 1920 r. organizowano w Niemczech bolszewicką armię z ok. 300 tys. rosyjskich jeńców, z czasu I wojny światowej. Rosyjskie oddziały formowane na południu Niemiec transportowano przez Czechosłowację (a formowane w Prusach Wschodnich przez Litwę) do Rosji, gdzie znacznie powiększyły siły Armii Czerwonej. W czasie wojny polsko-rosyjskiej niemieckie statki z Hamburga i Lubeki przewiozły do portów rosyjskich ponad 400 tys. karabinów (w tym ciężkie karabiny maszynowe), 200 mln sztuk amunicji, kilkadziesiąt rozłożonych samolotów i podstawowe wyposażenie dla piechoty i kawalerii. Część broni i amunicji sprzedawana była za pośrednictwem Litwy oraz żydowskich kupców. Według relacji polskiego wywiadu w sierpniu 1920 r. w szeregach Armii Czerwonej walczyło ok. 20 tys. niemieckich żołnierzy, w tym dwa tysiące oficerów (telegrafistów, łącznościowców, saperów i artylerzystów, często w niemieckich mundurach i pikielhaubach; charakterystycznych niemieckich hełmach ze szpicem) oraz ok. 80 tys. "spartakusowców" (niemieckich komunistów). Sam Michał Tuchaczewski (dowódca rosyjskiego Frontu Zachodniego, który zaatakował Polskę) wspominał: W Prusach Wschodnich, kiedy otarliśmy się o nie, popłynęły do nas setki i tysiące ochotników, spartakusowców i robotników bezpartyjnych pod sztandary Czerwonej Armii, tworząc w niej niemiecką brygadę strzelców, M. Tuchaczewski, Pochód za Wisłę, (w:) J. Piłsudski, Rok 1920. Z powodu pracy M. Tuchaczewskiego "Pochód za Wisłę", Łódź 1989, s. 181; Sąsiedzi wobec wojny 1920 roku. Wybór dokumentów opr. J. Cisek, Londyn 1990, s. 263-266; J. Goclon, W obronie Europy. Wojna z bolszewicką Rosją w 1920 roku, Komorów 2015, Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski, wydanie IV zmienione i poszerzone, s. 342-345. Zob też: Spisek niemiecko-bolszewicki. Dokumenty dotyczące związku bolszewików z niemieckim naczelnym dowództwem, wielkim przemysłem i finansami oraz reprodukcja fotograficzna dokumentów. Warszawa 1919; A. Skrzypek, Niespełniony sojusz? Stosunki sowiecko-niemieckie 1917-1941, Warszawa 1992.

9 Cyt. za: A. Nowak, op. cit., s. 185.

1 0 Ibidem, s. 186.

1 1 Ibidem, s. 196.

1 2 Wg Autora - Lewis Namier informował brytyjskiego premiera, że w Galicji Wschodniej mieszkało "3,2 miliona grekokatolików, 1,15 miliona rzymskich katolików i 625 tysięcy żydów. Podkreśla jednak zaraz, że nie tylko nie wolno zaliczać żydów do ludności, która zgodziłaby się z polskim panowaniem w Galicji, ale także to, iż próby uznawania niektórych grekokatolików za propolskich są chybione, jak również, że nie każdy rzymski katolik może być uznany za Polaka. Dzięku takiej interpretacji danych statystycznych może stwierdzić następnie, że w żadnym zakątku Galicji Wschodniej nie występuje polska większość"..., ibidem, op. cit., s. 251.

1 3 Ibidem, op. cit., s. 354.

1 4 Ibidem, s. 487.

15 W. Lenin, O Polsce i polskim ruchu robotniczym, Warszawa 1954, s. 500. Niezwykle "barwnie" rosyjską klęskę "uzasadnił" J. Jurkiewicz (Nuncjatura Achillesa Ratti w Polsce, Warszawa 1955, s. 60), pisząc: "Ani pomoc Ententy, ani wysiłki Watykanu nie uratowałyby reakcji polskiej, gdyby nie zdrada Trockiego i Tuchaczewskiego, wskutek której ofensywa Czerwonej Armii została powstrzymana. Lecz interwenci nie mieli już możliwości dalszego kontynuowania wojny i dlatego doszło do zawarcia traktatu pokojowego w Rydze"... Zob. też: Z. Brzeziński, Wielkie bankructwo. Narodziny i śmierć komunizmu w XX wieku, Paryż 1990; Z. Olszański, Kształtowanie się wschodniej granicy odrodzonej Polski 1918-1921, Bemowo 1990; H. Dominiczak, Granica wschodnia Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1919-1939, Warszawa 1992; J. Smaga, Narodziny i upadek imperium ZSRR 1917-1991, Kraków 1992.

1 6 J. A. Goclon, W obronie Europy. Wojna z bolszewicką Rosją w 1920 roku..., s. 426.

Zapytaj o przedmiot

Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 - zapomniany appeasement