TELEFON i FAX DO NASZEJ KSIĘGARNI
227580359 (+48227580359)

Zmierzch świata arystokracji, t. 1 1939-1941. Symetria zbrodni

Wysyłka 14 dni roboczych
Cena 45,00
Twitter Google+ LinkedIn Wykop
Krzysztof Jan Drozdowski, Maria Drozdowska

Zmierzch świata arystokracji, t. 1 1939-1941. Symetria zbrodni, Gdańsk 2017, ss. 272

Recenzja: Jacek Goclon, Wrocław 2018

II wojna światowa przyniosła polskiej i wschodnioeruropejskiej arystokracji zmierzch jej wielowiekowej, dominującej pozycji społecznej. Stało się to w wyniku podboju połowy kontynentu europejskiego przez bolszewicką Armię Czerwoną w 1945 r. (co nie udało się w roku 1920) w zwycięskiej walce z hitlerowskimi Niemcami. Narzucony wówczas przez rosyjskich komunistów (bolszewików) totalitarny system zburzył dotychczasowy ustrój zarówno polityczny, jak i społeczny w wielu krajach środkowo-wschodniej Europy.

Zamiarem Autorów monografii pt. "Zmierzch świata arystokracji" - było ukazanie procesu niszczenia tej warstwy społecznej, jaką była polska arystokracja, przez rosyjskich komunistów i niemieckich "narodowych socjalistów" (czyli po prostu hitlerowców). Monografia nie została podzielona na żadne części, czy rozdziały; zawiera jedynie wspomnienia niektórych członków czołowych rodów arystokratycznych i ich przygnębiające przeżycia z czasów okupacji. Według Autorów książka ta "jest przejmującyjm zapisem ludzkich dramatów 'okresu przejściowego' lat 1939-1945, traktuje o zbrodni dokonanej ręka w rękę przez sowietów i Niemców na przedstawicielach polskiej historii i kultury, ludziach najczęściej związanych z tradycją. To książka o sile charakterów, przemyślności i zdolności przetrwania nawet w wyjątkowo ciężkich i niebezpiecznych czasach"1.

Dalej czytamy we wstępie, że "Istotną róznicą między 'Zmierzchem świata arystokracji', a pracami wcześniej podejmującymi podobny temat jest niekiedy bardzo osobisty stosunek autorów zarówno do interlokutorów, jak i licznych zdarzeń i miejsc, o których w ksiażce mowa"2. Skoro tak, to można zadać pytanie; jakim rodzajem monografii jest ta publikacja? Czy to jest właśnie "osobste odniesienie się" Autorów do relacji o dramatycznych przeżyciach części polskiej arystokracji pod obydwoma okupacjami, czy też jest to rodzaj zbiorowego pamiętnika?

Na to pytanie odpowiedzą zapewne Czytelnicy, których będzie wielu, bo książka jest starannie wydana, w twardej oprawie, z przyciągającą, wiele mówiącą okładką, z zawartymi na niej symbolami, a szczególnie tytułem, który jednak... nie oddaje treści książki..., ponieważ ten "zmierzch" nie następował równomiernie pod obydwoma okupacjami; jeżeli pod komunistyczną okupacją rosyjską - polską arystokrację "zabużańską" - niemal zmieciono, czy to wypędzając ze swoich wielopokoleniowych, rodowych siedzib i najczęściej wtrącając do więzień, rosyjskich obozów koncentracyjnych (tzw. łagrów), czy rozstrzeliwując lub pozbawiając życia na inne sposoby, to jednak pod okupacją niemiecką (hitlerowską) proces ten nie wszędzie przebiegał równie brutalnie, co oczywiście w niczym nie pomniejsza niemieckich zbrodni dokonywanych na polskiej arystokracji "przedbużańskiej"3.

Monografia nie omawia dosłownie żadnych szczegółowych rozwiązań "ustrojowych", w jaki sposób rozprawiali się z polskimi rodami arystokratycznymi na Kresach Wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej Rosjanie, na ile było to przeprowadzane systematycznie, na podstawie jakich komunistycznych aktów prawnych i w jakim administracyjnym trybie, choćby wywłaszczania z ojcowizny. Książka jest jedynie zbiorem wspomnień - z bardzo zwięzłymi podsumowaniami Autorów, po kolejnych fragmentach relacji pamiętnikarskich. I właściwie nie ma większej spójności w tych relacjach...

Byłoby dużo korzystniej - co może zostanie zrealizowne w zapowiedzianym drugim tomie tego opracowania - aby przede wszystkim podstawą monografii stały się teksty odautorskie, tej niewątpliwie ciekawej publikacji i bardzo potrzebnej, ponieważ w powszechnej świadomości nie funkcjonuje coś takiego, jak zagłada "świata arystokratycznego" w czasie wojny; raczej mgliście kołaczą się jedynie ucieczki zarówno niemieckiej, jak i polskiej arystokracji przed zbliżającą się Armią Czerwoną, wywożącej najcenniejsze dobra za granicę.

Symbolem tego może być wyjazd hrabiego Potockiego, ostatniego ordynata na zamku w Łańcucie, gdzie w porozumieniu z dowództwem niemieckim wywiózł pociągiem najcenniejsze dobra w jedenastu wagonach kolejowych. Daleki jestem od potępiania tego czynu, chociażby na wspomnienie, co zrobiły oddziały Armii Czerwonej z wyposażeniem rodowej, wielowiekowej siedzyby książąt Hohbergów zamku Książ (k. Wałbrzycha) wywożąc cieżarówkami przez cały miesiąc, bez przerwy dzień i noc, całe wyposażenie zamku; piękne meble, porcelanę, dywany, czy obrazy o europejskiej skali artyzmu (ogołacając go zupełnie) - i co być może spotkałoby wyposażenie zamku łańcuckiego, jednej z najbogatszych polskich rezydencji.

Tytułem pewnego wzoru przywołałbym tutaj znakomitą pamiętnikarską monografię autorstwa jednego z członków rodu hrabiów Tarnowskich - o bezpretensjonalnym tytule - "Ostatni Mazur", który historię własnego rodu opisał bez żadnego upiększania (zresztą bardzo wciągającym w epokę, swoistym, nostalgicznym stylem) ukazując jednocześnie "bez retuszu" wspomnienia o kilku innych rodach, w tym o książętach Lubomirskich, nie tuszując nawet bardzo kompromitujących zachowań, za co został oficjalnie wykluczony z własnego rodu4.

Oczywiście do autora należy dobór źródeł, w tym pamiętnikarskich (przeważnie najmniej obiektywnych) i ich interpretacja, ale zawsze dla Czytelnika jest to pewna ocena, podbudowująca określoną autorską tezę, której w tej książce po prostu nie ma... I nawet trudno zrozumieć, jaką rolę na rynku czytelniczym ta książka miałaby pełnić, skoro jest to po prostu zbiór luźnych relacji - bez szerszych odautorskich komentarzy...?

Wprawdzie Autorzy wspomnają np., że "Rok 1939 był końcem działalności pszczyńskiego internatu dla synów arystokratów i ziemiańskich rodów. Wielu spośród jego wychowanków zginęło podczas II wojny światowej, wielu zamęczono w łagrach czy katowniach UB. Wielu, pozbawionych majątków i prześladowanych, wyemigrowało nie mogąc odnaleźć się w nowej polskiej rzeczywistości", ale nic więcej; żadnego uszczegółowienia, konkretnych nazwisk, liczb, miejsc kaźni, po prostu żadnych konkretnych danych..., które przybliżyłyby Czytelnikowi cierpiętniczy los polskiego ziemiaństwa, co właśnie zostało znakomicie opisane przez A. Tarnowskiego w "Ostatnim Mazurze" i piekle, jakie przeszły polskie arystokratki w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.

Jest natomiast pewną wartością wzmianka o genezie tytułów arystokratycznych nadawanych polskiej bogatej szlachcie (magnaterii) niemal wyłącznie przez... zaborców, głównie w XIX wieku, co jest bardzo słabo znane w polskim społeczeństwie. W powszechnej opinii społecznej panuje pogląd, że tytuły arystokratyczne książąt, hrabiów i baronów były "do zawsze", tj. niemal od "mroków średniowiecza" i oczywiście "polskiej proweniencji", tj. nadawane przez polskich monarchów.

Prawda jest jednak zupełnie inna: polski Sejm okresu Królestwa Polskiego (zwanego często - Koroną), a następnie "Rzeczypospolitej Obojga Narodów" (po utworzeniu federacji z Litwą w 1569 r. - tzw. unia lubelska), zdominowany przez szlachtę, bardzo zazdrośnie strzegącej swoiście rozumianej równości, nadał tytuły arystokratyczne zaledwie kilka razy (krół Polski utracił w pewnym okresie takiego prawo)5.

Do jakiego stopnia polska szlachta pilnowała tej równości, mogą dowodzić między innymi takie wydarzenia, jak niesłychany gniew posłów w Sejmie, gdzie jeden z Radziwiłłów pojawił się z ksiażęcym tytułem (w 1547 r.), nadanym przez cesarza Habsburga, czy niewyrażenie zgody na ustanowienie "orderu złotego runa", przez króla Władysława IV Wazę.

Należy dodać, że w Polsce nigdy nie doszło do wyodrębnienia magnaterii w odrębny stan sejmowy, co np. Austriacy zrobili po rozbiorach Polski w latach 1772-17956. I słusznie Autorzy przypomnieli, że tytuły arystokratyczne były "przyznawane głównie przez zaborcze dwory i stanowiły swego rodzaju odznaczenie, zazwyczaj dziedziczne, przyznawane za odpowiednią opłatą. Dziewiętnastowiczny pamiętnikarz, Michał Budzyński, zanotował: . Tym sposobem - czytamy dalej - dwór austriacki niejako potwierdzał za pieniądze, niegdysiejsze znaczenie danego rodu, choć otwierało to furtkę do różnych kombinacji. Podobnie było pod pozostałymi zaborami. Tym niemniej tytuły przetrwały i o ile w przypadku nazwisk historycznych zazwyczaj nie budzą wątpliwości ani kontrowersji, to w przypadku 'mniej znaczących nazwisk' mogą budzić lekki uśmiech"7.

Nie bardzo wiadomo, jak rozumieć te ostatnie słowa....; czy w tym sensie, że miliony ludzi w Polsce - o nazwiskach z końcówkami na -ski i -cki - często uważają się za osoby pochodzenia szlacheckiego, kiedy w herbarzach takich nazwisk w ogóle nie ma (co rzeczywiście jest postawą żałosną i budzącą tylko politowanie)8, czy też Autorzy mieli na myśłi rody "utytułowane" (i co do autentyczności tych tytułów nadanych ich protoplastom lub pochodzących z rodów dynastycznych - nie ma wątpliwości), ale które nie odegrały tak dużej roli, jak wielkie rody, które przez wieki odgrywały znaczący wływ na politykę państwa polskiego, jak np. Lubomirscy, Firlejowie, Potoccy, czy Zamoyscy)? Mam na myśli np. książąt Woronieckich; o dziejach tego rodu napisał doktorat jeden z członków tej rodziny. Poza tym nie można zapominać, że nie wszyscy wielcy magnaci przyjęli tytuły od zaborców; nie zrobili tego np. Koniecpolscy, potmokowie wielkiego hetmana, którego latyfundia na Ukrainie przekraczały powierzchnię udzielnych książąt I Rzeszy Niemieckiej (oficjana nazwa: "Święte Cesarstwo Rzymskie"; używany często dadatek: … narodu niemieckiego - jest tylko określeniem potocznym, niestety pojawiał się często np. w czasach PRL, nawet w podręcznikach szkolnych).

Wracając do nielicznych komentarzy odautorskich, należy podkreślić celne ujęcie tzw. "lustrzanego odbicia". W wyniku zawartego, w sierpniu 1939 r., paktu Hitler-Stalin (bardziej znanego jako Robbentrop-Mołotow) "polskie elity społeczne - czytamy - zostały poddane eksterminacji przez dwa socjalizmy działające ręka w rękę. Wyrazem ich współdziałania były konferencje prowadzone przez wysokich funkcjonariuszy NKWD i Gestapo między jesienią 1939 r. a wiosną 1940 w Brześciu Litewskim, we Lwowie, w Przemyślu, w Zakopanem i w Krakowie". W czasie "roboczego" spotkania funkcjonariuszy Gestapo i NKWD w stolicy polskich Tatr, "na drodze wiodącej z zakopiańskiego dworca kolejowego stały bramy powitalne przebrane na modłę sowiecko-hitlerowską we flagi z sierpem i młotem oraz swastyką. /.../ Machina teroru, jaka powoli rozkręcała się pod okupacją miała swoje lustrzane odbicie po drugiej stronie kordonu, pod okupacją sowiecką. Dwa socjalizmy; niemiecki narodowy i sowiecki internacjonalistyczny, postawiły sobie za zadanie biologiczne unicestwienie narodu polskiego"9 - i to niezależnie od tego, że Hitler mordował głównie w imię "walki ras", a Stalin w imię "walki klas" - polskie elity, w tym arystokracja, miały zostać unicestwione10.

Oczywiście dobrze się stało, że taka publikacja ukazała się, ale mogło być to dzieło dużo wartościowsze, gdyby Autorzy - na bazie właśnie tych wspomnień i prywatnej korespondencji - ujęli całość w formę odautorskiego eseju, a tak, informacje zawarte np. w korespondencji są tak drobne i wręcz mało istotne, że to zniechęca do głębszej lektury, mniej więcej, po pięćdziesiątej stronie. Wcześniejsze partie są zwięźle, odautorsko i dobrym stylem napisane, ale są to już sprawy w literaturze znane i nie wnoszą wiele nowego.

Książka jest jednak zdecydowanie opracowaniem potrzebnym (i być może jeszcze wartościowsza okaże się zapowiadana część II) lub pobudzi innych twórców do ogłoszenia drukiem - podobnych tematycznie - monografii, przypominających potworność totalitarnych systemów; narodowosocjalistycznych Niemiec i socjalistycznego Związku Radzieckiego.

Przypisy:

1 Krzysztof Jan Drozdowski i Maria Drozdowska, Zmierzch świata arystokracji, t. 1, 1939-1941. Symetria zbrodni, Gdańsk 2017, s 8.

2 Ibidem.

3 Nie było w tym nic nowego; już w czasie wojny z bolszewicką Rosją w 1920 r., kiedy to Rosjanie z wyjątkowym okrucieństwem mordowali ziemian, rabując i paląc polskie dwory. Stosowali przy tym tak straszliwe tortury, że ofiary często popadały w obłęd zanim skonały. Jedną z najbardziej "wymyślnych" form znęcania się było zakopywanie żywych ludzi z jedną wystającą ręką ponad ziemią, aby oprawcy mogli po ruchach palców domyślać się jakie potworne męki przeżywa konający. W Lemanie koło Kolna bolszewicy użyli polskich żołnierzy, jako żywych manekinów (wiążąc im uprzednio ręce na plecach) do "ćwiczeń" cięcia szablą, tnąc żywych jeńców na kawałki. Szczególnie pastwiono się nad duchowieństwem i to praktycznie wszystkich wyznań; księżom wbijano gwoździe w głowę (na kształt korony cierniowej); oficerom zdzierano skórę z nóg w miejscu lampasów na spodniach, inteligencji ("biełoruczkom") zanurzano dłonie we wrzątku. Łamanie palców rąk, wyrywanie włosów, czy oślepianie było zjawiskiem powszechnym i spotykało wszystkie warstwy społeczne. Jazda rosyjska siała wprost przerażenie swoimi bestialskimi zbrodniami, dokonywanymi masowo na polskiej ludności, gwałtami na kobietach (nawet na małych dziewczynkach) oraz powszechną grabieżą - czym przypominała grozę mongolskich najazdów. Jej bandytyzm osiągnął już takie rozmiary, że VI Dywizję - wojskowe władze radzieckie - po zakończeniu wojny, same karnie rozwiązały, J. Goclon, W obronie Europy. Wojna z bolszewicką Rosją w 1920 roku, Komorów 2015, Wydawnictwo Antyk. Marcin Dybowski, wyd. IV zmienione i poszerzone, s. 176, 183, 198, 227. 4 A. Tarnowski, Ostatni Mazur, Warszawa 2008, s. 21 i n.

5 W połowie XVI w. hetmanowi Karolowi Chodkiewiczowi - został nadany tytuł hrabiowski; w drugiej połowie XVIII w. Sejm odnowił tytuł książęcy litewskiemu rodowi Sapiehów (kiedy główna linia wymarła) i nadał dwa tytuły książęce rodom: Poniatowskim (jak jeden z nich Stanisław - objął tron polski w 1764 r.) i Ponińskim, S. Konarski, O heraldyce i "heraldycznym" snobizmie, Paryż 1967, s. 29.

6 J. Goclon, Statut krajowy Galicji z 1861 r., (w:) "Konstytucje Polski", PWN, Warszawa 1990, t. I, pod red. M. Kallasa, s. 359-435.

7 K. i M. Drozdowscy, op. cit., s. 26, 27. Można dodać, że dla polskiej szlachty najbardziej chojni byli ustriaccy Habsburgowie, którzy nadawali tytuły od barona do księcia, mniej chojni - rosyjscy Rmanowowie i pruscy Hohenzollernowie, nadający głównie tytuły hrabiowskie i baronowskie, S. Konarski, op. cit., s. 30-33.

8 Ibidem, s. 23. Warto dodać, że nie wszyscy arystokraci, pochodzący z rodów utytułowanych, mieli prawo do używania danego tytułu, ponieważ mogło takie uprawnienie przysługiwać tylko niektórym "liniom" (np. linia rodu Firlejów, która przez dwa wieki należała do jednego z pierwszych rodów Rzeczypospolitej, decydujących o losach państwa; piastując stanowiska senatorów, wojewodów, kasztelana krakowskiego, hetmana, marszałka Sejmu i prymasa Polski), mająca tytuł baronów rzymskich (tytuł nadany przez papieża) wymarła w 1730 r. i członkowie innych "linii" nie mielu już prawa posługiwania się takim tytułem, M. Schirmer, Arystokracja. Polskie rody, PWN, Warszawa s. 96.

9 Jeden z niemieckich dygnitarzy miał na takim spotkaniu w Zakopanym powiedzieć do radzieckiego przedstawiciela NKWD, iż "oba nasze narody czekały dwadzieścia lat na tę chwilę. Cel osiągnęliśmy dzięki wielkiej zmyślności naszych wodzów. Nie mogło być inaczej, gdy wasz przywódca i ojciec narodów Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, Józef Stalin, zrozumiał, że nie po drodze mu ze zgniłym Zachodem, a wspólnotę interesów znajdzie właśnie z kanclerzem III Rzeszy. W końcu Adolf Hitler jest też wodzem Narodowo-Socjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec" - zakończył, wymownie akcentując słowo: "socjalizm", w obydwóch przypadkach... Jest rzeczą znaną, że tak, jak Benito Mussolini (przywódca włoskich faszytów był przed I wojną światową - socjalistą, tak i A. Hitler wiele zaczerpnął z... marksizmu, łącznie z pewną symboliką; do końca III Rzeszy dzień 1 maja był świętem państwowym, a kanclerz Niemiec odbierał wówczas defiladę w czasie tego "robotniczego święta" i nie było rzeczą przypadku, że hitlerowska swastyka na fladze III Rzeszy była w białym kole, ale na czerwonym tle..., K. i M. Drozdowscy, op. cit., s. 45, 49.

10 Autorzy przytaczają znany w bolszewickiej Rosji (ZSRR), ukuty przez rosyjskich komunistów termin "byli ludzie" - używany wobec wszystkich przedstawicieli warstw bardziej wykształconych i zamożniejszych. "W ich mniemaniu skoro ksiażęta i fabrykanci nie należeli już nawet do gatunku ludzkiego, to nie mieli żadnych praw". Ale też nie można zapominać, co było fundamentem takiego podejścia; przede wszystkim zawiść o cudze dobra, o wyższy poziom życia i społeczne kompleksy - rodzące klasową nienawiść, tak podsycaną przez bolszewicką propagandę - co przynosiło potworne zbrodnie. Prymitywna agitacja komunistyczna, siejąca klasową nienawiść, była wówczas w bolszewickiej Rosji (ZSRR) powszechna. Tam gdzie na polskie Kresy Wschodnie wkraczała Armia Czerwona represje spotykały właściwie wszystkie warstwy społeczne, ale w największym stopniu ucierpieli ziemianie, inteligencja, oficerowie i duchowni. Słowo "Polak" oznaczało właściwie to samo co "pan" i najczęściej przynosiło ograbianie, czy pobicie, a często śmierć (jak w Katyniu, Charkowie, czy Miednoje), K. i M. Drozdowscy, op. cit., s. 44.

Zapytaj o przedmiot

Zmierzch świata arystokracji, t. 1 1939-1941. Symetria zbrodni